Myślałeś Adamie, że zamilknę na zawsze? Ja też tak myślałem. Ale nie mogę Ci
tego zrobić. Sobie też. Bo nie ukrywam, że z przyjemnością dzielę się z Tobą
swoimi doświadczeniami. Tym bardziej, że po przejściu drogi od pierwszego, do
ostatniego(poprzedniego) wpisu, moje życie zmieniło się nie do poznania. Nie
będę Ci opowiadał jak, bo i tak nie uwierzysz. Ale zawsze możesz to sprawdzić
na sobie, bo każdy pisze swoją historię. Swoją i swojej rodziny.
Wiesz, jaki jest Twój największy problem? Dlaczego jesteś tak wielkim
wrogiem samego siebie? Bo żyjesz w urojonej rzeczywistości, którą Ci ten świat
narzuca. Pakujesz się w jego zgiełk i nawet przez myśl Ci nie przejdzie, że
jest to najniebezpieczniejsza z pułapek.
Podzielę się z Tobą prostą, ale jakże głęboka myślą, od której zrozumienia
zaczęła się moja przemiana: Okradasz siebie z czasu, marzeń i wspaniałych
chwil, bo nie umiesz milczeć.
Najskuteczniejszym zabójcą istnienia jest zgiełk. Niedługo nie będziesz
słyszał swoich myśli. A może już tak jest?
To, co sprawia Ci przyjemność, każda radosna chwila pochodzi od Boga.
Wszystko inne jest efektem wyrzutów sumienia, że zmarnowałeś talenty, jakie
otrzymałeś. Im bardziej będziesz chciał przejść obok życia, nie trudząc się,
tym więcej trudu będzie Cię to kosztowało. A, uwierz mi, trud włożony w
budowanie, a nie niszczenie, jest niesamowicie opłacalny. O tym mówi kolejna
biblijna mądrość: Co siejesz, to zbierzesz.
Zauważyłem, że jeśli
coś robię, to w ludziach rodzi się zaraz pytanie: A co ty będziesz z tego miał.
Odpowiem: Zazwyczaj nie oczekuję zapłaty; kiedy mogę pomóc, to po prostu
pomagam. Ale jeśli wykonuję swoją pracę rzetelnie, włożyłem w nią masę wysiłku,
a dzięki temu inni mają szansę stanąć na nogach, to nie należy mi się zapłata? Jeżeli
efektem mojej pracy jest konkretne dzieło, to kogo może obchodzić czy i ile
zarobię? Problem tkwi prawdopodobnie w tym, że wielu z nas przyzwyczaiło się do
tego, że biorą, ale wcześniej nie zhańbili się pracą. Zresztą, przez jakiś czas
też tak miałem, ale na szczęście wyzwoliłem się z tego.
Kiedy spotykam znajomych i pytam: Jak leci? Najczęściej słyszę
odpowiedź: Jakoś. Kiedy zachwycam się pogodą, słyszę, że mogłaby być
lepsza. Dzisiaj mnie to już nie dziwi. Dlaczego miałoby być inaczej, kiedy
się z tą bylejakością godzimy i nie chcemy nic zmieniać? Bo kreatorami życia
wielu z nas są ziejące grozą i sensacją szmatławce. Zamiast zająć się
rozwiązywaniem własnych problemów, wielu z nas woli zagłębić się w zgiełk
cudzych spraw! W tym miejscu przychodzą mi na myśl słowa Ojców Pustyni:
Milczenie jest przede wszystkim sztuką obecności, sztuką życia chwilą obecną.
Jeśli nasz umysł bombardują ciągle jakieś myśli, to powstrzymują nas one od
bycia obecnym w danej chwili; w konsekwencji więc jesteśmy obecni, ale zawsze
gdzie indziej.
To prawdopodobnie jest tajemnica, od której tak często uciekamy. Wielu ludzi
nigdy nie żyło, bo są nieobecni. W danej chwili żyją albo przeszłością, albo
przyszłością. Jeszcze gorzej jeśli zajmuje ich to, co robi sąsiad czy sąsiadka.
Bo porównywanie się z innymi może mieć sens tylko wtedy, gdy chcemy wziąć
odpowiedzialność także za ich życie. A nie jest to możliwe w sytuacji, kiedy
nie umiemy wziąć odpowiedzialności za własne.
Czy naprawdę musisz okradać się z pięknych chwil?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz