wtorek, 12 sierpnia 2014

Pasja II


Zbliżamy się powoli do końca moich rozważań. Jeżeli dotąd nic nie zrozumiałeś, to zachęcam do konfrontacji z samym sobą  -  przed lustrem. Jeśli i to nie pomoże, to mam dla Ciebie ostatnią deskę ratunku. Podam Ci za chwilę plan, jak mógłbyś odnaleźć siebie. Może być, że nie jest on doskonały, więc jeśli znasz lepszy, to go zastosuj. Ale jeśli nic Ci nie przyjdzie do głowy, spróbuj – może Ci nie zaszkodzi. Oprócz Biblii polecam teksty znakomitego szkoleniowca – Fabiana Błaszkiewicza. Dlatego w poszczególnych punktach podawał będę tylko tytuły jego albumów.

1.      Na początek polecam Mt  6 i 7. Ze szczególnym uwzględnieniem 6, 12-15 oraz 7, 12 – powinieneś tam poznać prawdę o „głębokości” swojej wiary.

2.      „Snajper uwodziciel” i „Słońce Twojego sekretu” – poznasz tam swoje prawdziwe oblicze, ale i mechanizmy zachodzące w Twoim związku z Ewą.

3.      „Źródło prawdziwej siły” – dowiesz się, jaki najprawdopodobniej popełniasz błąd.

4.      „W imię Jezusa możesz wszystko” – jeśli te teksty nie postawią Cię na nogi, to nie wiem, czy cokolwiek będzie w stanie Cię obudzić. Po przesłuchaniu obu płyt, przeczytaj jeszcze Ps 91, 92 i  93.

5.      „Jestem legendą I i II” to tak naprawdę instrukcja, jak odnaleźć swoją pasję.

6.      Na koniec zachęcam do zapoznania się ze słowami zawartymi w albumie „Tożsamość snajpera” – możesz dzięki temu odzyskać siły, gdybyś miał problem z odnalezieniem swojej pasji.

Jeżeli podejdziesz do tematu uczciwie, masz szansę  stanąć mocno na nogi. Ważne, żebyś solidnie wykonał wszystkie ćwiczenia. Jeśli mimo to nie dasz sobie rady, wskazówki szczegółowe znajdziesz w wersji książkowej mojego bloga. Na polecanych przeze mnie płytach znajdziesz m. in. takie sentencje: Jest rzeczą chwalebną zdobywać bogactwo, hańbą jest umrzeć bogatym oraz  Prawdziwy mężczyzna zostawia każdą kobietę, z którą ma do czynieni, w lepszym stanie, niż ją zastał. Te stwierdzenia były dla mnie kluczowe i wprowadziły porządek w moim wewnętrznym życiu. Jak będzie z Tobą, tego nie wiem.

Sinusoida


Oglądać się za siebie i odgrzewać nieświeże kotlety, znaczy ni mniej ni więcej, tylko to, że się cofamy. Zamiast zrobić porządek i później go utrzymywać, zamiatamy śmieci pod dywan. Życie potrafi zmienić się w jednej chwili. W najmniej oczekiwanym momencie i w trudnym do przewidzenia kierunku. Największą ciekawostką  jest to, że także w pozytywnym, czego bardzo często nie bierzemy w ogóle pod uwagę. Bo możesz dopuścić do głosu swojego wewnętrznego krytyka albo wziąć odpowiedzialność za swoje życie i skupić się na wielu sukcesach, jakie są Twoim udziałem w dotychczasowym życiu. Obszernie o tym mówi Fabian Błaszkiewicz w „Tożsamości snajpera”. A może nie osiągnąłeś w życiu żadnych sukcesów?

Każda zmiana to proces – sinusoida. Jeżeli uznasz jakieś niepowodzenie za koniec jakiegoś procesu, a nie zauważysz pozytywów z tego wypływających, to co z tego wynika? Na pewno nie to, że każda zmiana kończy się niepowodzeniem. Przywołując tutaj opisywany przeze mnie wcześniej przykład ojca, który przejechał córce po nodze, można by proces zakończyć na tym wydarzeniu i ubolewać, jak wielkie stało się nieszczęście. Ale można to wydarzenie potraktować jako pewien etap procesu, którego końcowym efektem było wyleczenie dziewczyny. Udokumentuję to jeszcze jednym przykładem, który usłyszałem podczas jednego z nocnych czuwań. Pewien człowiek modlił się o rozwiązanie problemu z pracą. Oczekiwał, oczywiście, że otrzyma dobrze płatną posadę i to w dodatku blisko domu. Najlepiej jeszcze, żeby się w tej pracy nie trzeba było narobić. Został zatrudniony, ale warunki były zupełnie inne, niż oczekiwał. Praca była wymagająca, zarobek nie aż tak dobry, jakiego się spodziewał i, na dodatek, daleko od domu. Na domiar „złego”, zamiast dostać pieniądze na samochód, otrzymał zdolność kredytową. Niedobry Bóg, zamiast ryby, ośmielił mu się dać wędkę. Zmiany w życiu każdego człowieka są nieuniknione. To od Ciebie, Adamie, zależy, czy będziesz zatrzymywał się na górze, czy na dole  swojej sinusoidy. Opierając się na powyższym przykładzie, zamiast narzekać, bohater tej historii powinien dziękować Bogu za to, że miał za co kupić samochód, że dzięki temu ma czym dojeżdżać do pracy i ma zdrowy organizm, aby tę pracę wykonywać. Za każdym wyborem idą też konsekwencje. Narzekasz – masz, czego chciałeś. Dziękujesz – dostajesz więcej, niż chciałeś. Stać Cię na spłatę kredytu, możesz utrzymać rodzinę i jeszcze zostaje na przyjemności. A jeśli Cię to nie satysfakcjonuje, możesz spokojnie szukać nowej – lepszej pracy. Jeżeli jesteś świetnym fachowcem, to nie będzie z tym problemu, a jeśli nie, to ciesz się z tego, co masz albo rób wszystko, żeby się tym fachowcem stać.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Prawda



Przez kilka dekad przyzwyczailiśmy się, żeby działać bezpiecznie, czyli asekuracyjnie, czyli nijak. W ostatnich kilku tygodniach sprawdziłem, że jeżeli ludzie mówią, że chcą coś zmienić, to znaczy, że mówią i nic więcej. Wszyscy narzekają, że jest źle, że rząd tak okrutnie się z nami obchodzi, a kiedy trzeba się wziąć do roboty, nie ma komu! Nawet ci, którzy coś tam próbowali, zaczynają robić uniki. Żeby coś zmienić, trzeba zmieniać – to znaczy działać. Ale wcześniej trzeba przyznać, że coś jest nie tak, że popełniliśmy jakieś błędy. A to jest bardzo trudne. Jest taka sprawdzona maksyma: Nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi. Jak inaczej wyobrazić sobie sukces w jakiejkolwiek dziedzinie? Pomyłki są nam potrzebne nie po to, żeby się za nie obwiniać, tylko po to, żeby wyciągać wnioski. Jeżeli w pewnym momencie zdasz sobie sprawę, że idziesz w niewłaściwym kierunku, a nic z tym nie zrobisz, będziesz mógł spać spokojnie? I tutaj nie chodzi o rozliczanie, bo tak zachowują się zazwyczaj ludzie, którzy chcą ukryć swoje błędy. Bardzo ważne jest , aby stanąć przed samym sobą w prawdzie. Siebie nie oszukasz, a żeby to sprawdzić, wystarczy jeśli staniesz z sobą twarzą w twarz przed lustrem. Wytrzymasz ten wzrok? Patrzysz sobie w oczy nie po to, żeby się rozliczać, tylko żeby oczyścić atmosferę i nie wracać do starych błędów. Dopiero wtedy możesz iść do drugiego człowieka. Potrzebne będzie jeszcze jedno stwierdzenie: Siebie nie rozliczałem, to dlaczego miałbym rozliczać jego. Zamiast go potępiać, możesz mu powiedzieć: Stało się, ale na przyszłość staraj się tak nie robić. Tylko wtedy możesz pobudzić go do skruchy. Jak te słowa podsumowują Ojcowie Pustyni? „Zamiast potępiać innych, powinniśmy ich pozyskiwać dla Boga przez okazywanie miłości”. Zadaj sobie jeszcze jedno pytanie: Jeżeli wszystkiemu w Twoim życiu winni są ONI, to kto kieruje Twoim życiem?

Nieporozumienie



Kontynuując poprzedni wątek, chciałbym nawiązać do rozdziałów Źródło światła- pasja. Napisałem tam o tym, że przemysł zrobi wszystko, aby zwiększyć swoje zyski. Skrytykowałem wydawanie pieniędzy na rzeczy, które nie są paniom do niczego potrzebne. Nie znaczy to wcale, że kosmetyki są zupełnie bez sensu. One były, są i będą. Tyko że powinny one służyć  do podkreślania urody, a nie maskowania tego, co w kobiecie najpiękniejsze - natury. Co więcej, wyzywający makijaż czy seksowny strój są jak najbardziej na miejscu. Ale w sypialni i tylko dla swojego męża. Dziewczyny są coraz bardziej wyzywające, bo myślą, że w taki sposób przyciągną tego jedynego. Nieporozumienie polega na tym, że w takiej sytuacji chłopak nie myśli o życiu – wspólnej przyszłości, tylko o seksie. Po drugie, coraz trudniej znaleźć też wartościowy materiał na męża, więc dziewczyny idą na daleko posunięte ustępstwa. Ale są na szczęście też prawdziwie wartościowe – szanujące się dziewczyny (tego najbardziej zazdroszczą im feministki), które nie mają z tym problemu. Podkreślając swoją wartość i będąc niedostępne, pobudzają swego chłopaka do działania. Dla takiej kobiety, mężczyzna jest gotów w ogień wskoczyć. Tak jest w okresie narzeczeństwa, może w pierwszym okresie małżeństwa. A co się dzieje później? Większość z nas zaczyna rozmieniać się na drobna, dostosowywać do warunków. Zamiast podtrzymywać ogień w swoim mężu, wymagania kobiet stopniowo przygasają, a mężczyzna się rozleniwia. Ponieważ jednak natura naszych pań jest niezmienna, więc po pewnym czasie wymagania wracają. Czasami ze zdwojoną siłą. Niestety padają już na uśpiony grunt. Jedynym sensownym rozwiązaniem w takiej sytuacji jest przywrócić mężczyznę do stanu pierwotnego, czyli rozbudzić w nim pasję. Możesz to zrobić Ty, Adamie, może to zrobić Twoja Ewa. Ale ona tylko wtedy, kiedy będzie przekonana do skuteczności tej metody.