poniedziałek, 29 września 2014

Jesteś złodziejem

Myślałeś Adamie, że zamilknę na zawsze? Ja też tak myślałem. Ale nie mogę Ci tego zrobić. Sobie też. Bo nie ukrywam, że z przyjemnością dzielę się z Tobą swoimi doświadczeniami. Tym bardziej, że po przejściu drogi od pierwszego, do ostatniego(poprzedniego) wpisu, moje życie zmieniło się nie do poznania. Nie będę Ci opowiadał jak, bo i tak nie uwierzysz. Ale zawsze możesz to sprawdzić na sobie, bo każdy pisze swoją historię. Swoją i swojej rodziny.
Wiesz, jaki jest Twój największy problem? Dlaczego jesteś tak wielkim wrogiem samego siebie? Bo żyjesz w urojonej rzeczywistości, którą Ci ten świat narzuca. Pakujesz się w jego zgiełk i nawet przez myśl Ci nie przejdzie, że jest to najniebezpieczniejsza z pułapek.
Podzielę się z Tobą prostą, ale jakże głęboka myślą, od której zrozumienia zaczęła się moja przemiana: Okradasz siebie z czasu, marzeń i wspaniałych chwil, bo nie umiesz milczeć.
Najskuteczniejszym zabójcą istnienia jest zgiełk. Niedługo nie będziesz słyszał swoich myśli. A może już tak jest?
To, co sprawia Ci przyjemność, każda radosna chwila pochodzi od Boga. Wszystko inne jest efektem wyrzutów sumienia, że zmarnowałeś talenty, jakie otrzymałeś. Im bardziej będziesz chciał przejść obok życia, nie trudząc się, tym więcej trudu będzie Cię to kosztowało. A, uwierz mi, trud włożony w budowanie, a nie niszczenie, jest niesamowicie opłacalny. O tym mówi kolejna biblijna mądrość: Co siejesz, to zbierzesz. 
Zauważyłem, że jeśli coś robię, to w ludziach rodzi się zaraz pytanie: A co ty będziesz z tego miał. Odpowiem: Zazwyczaj nie oczekuję zapłaty; kiedy mogę pomóc, to po prostu pomagam. Ale jeśli wykonuję swoją pracę rzetelnie, włożyłem w nią masę wysiłku, a dzięki temu inni mają szansę stanąć na nogach, to nie należy mi się zapłata? Jeżeli efektem mojej pracy jest konkretne dzieło, to kogo może obchodzić czy i ile zarobię? Problem tkwi prawdopodobnie w tym, że wielu z nas przyzwyczaiło się do tego, że biorą, ale wcześniej nie zhańbili się pracą. Zresztą, przez jakiś czas też tak miałem, ale na szczęście wyzwoliłem się z tego.
Kiedy spotykam znajomych i pytam: Jak leci? Najczęściej słyszę odpowiedź: Jakoś. Kiedy zachwycam się pogodą, słyszę, że mogłaby być lepsza. Dzisiaj mnie to już nie dziwi. Dlaczego miałoby być inaczej, kiedy się z tą bylejakością godzimy i nie chcemy nic zmieniać? Bo kreatorami życia wielu z nas są ziejące grozą i sensacją szmatławce. Zamiast zająć się rozwiązywaniem własnych problemów, wielu z nas woli zagłębić się w zgiełk cudzych spraw! W tym miejscu przychodzą mi na myśl słowa Ojców Pustyni: Milczenie jest przede wszystkim sztuką obecności, sztuką życia chwilą obecną. Jeśli nasz umysł bombardują ciągle jakieś myśli, to powstrzymują nas one od bycia obecnym w danej chwili; w konsekwencji więc jesteśmy obecni, ale zawsze gdzie indziej.
To prawdopodobnie jest tajemnica, od której tak często uciekamy. Wielu ludzi nigdy nie żyło, bo są nieobecni. W danej chwili żyją albo przeszłością, albo przyszłością. Jeszcze gorzej jeśli zajmuje ich to, co robi sąsiad czy sąsiadka. Bo porównywanie się z innymi może mieć sens tylko wtedy, gdy chcemy wziąć odpowiedzialność także za ich życie. A nie jest to możliwe w sytuacji, kiedy nie umiemy wziąć odpowiedzialności za własne.

Czy naprawdę musisz okradać się z pięknych chwil?