piątek, 18 lipca 2014

Wkręceni w "postęp"

Wyobraź sobie, że masz 70 lat, siedzisz sobie na werandzie swojego domu w wygodnym fotelu. Obok Ciebie jest ta, z którą spędziłeś całe życie. Trzymacie się za ręce, sączycie powolutku wino, rozmawiacie i budzą się wspomnienia. Nie wracacie do kiepskich chwil, bo to nie ma najmniejszego sensu. Za to sytuacje, które zbliżały was do siebie, powodują miłe wrażenie.
A teraz wyobraź sobie, że w pewnym momencie swojego życia decydujesz się zamienić swoją żonę na inny (na pewno nie lepszy) model. Czy nie wydaje Ci się, że okradłeś siebie i swoją kobietę z czegoś najpiękniejszego? Jeśli masz wątpliwości, weź do ręki album ze zdjęciami i spędź z nim kilka chwil. Jeżeli w dniu ślubu połączyła was prawdziwa miłość, to zabić ją można (dzisiaj) bardzo łatwo, tylko jaki to ma sens? Nie lepiej wspólnie to piękno przywrócić? Pójście na łatwiznę – jak sama nazwa wskazuje – nie wymaga wysiłku. A prawdziwą wartość ma tylko to, co sobie wywalczymy. Czy nie na tym polega męskość? Niestety, tak łatwo dajemy ją sobie odebrać…

Na pewno nie doczekasz tych pięknych chwil, jeżeli zignorujesz zjawisko (mówię zjawisko, bo ludzie, którzy za tym stoją, to zazwyczaj marionetki lub ignoranci) gender, bo prędzej czy później dasz się zepchnąć na manowce życia i staniesz się tylko konsumentem. Twoje dzieci też. Propagatorzy tej ideologii dużo mówią o jej naukowości. Jeśli przyglądniesz się dokładniej tej teorii, to zauważysz, że ci, którzy bronią ideologii gender, to sami doktorzy i profesorzy. I na tym kończy się naukowość gender. Jak to wygląda w rzeczywistości? Demaskuje to norweski komik w filmiku: Rebelya.TV: Gender Equality Paradox. Ja tylko powiem, że po tej publikacji norweski rząd wycofał się z finansowania tzw. Gender studies.

środa, 16 lipca 2014

Do młodych

Nadszedł czas na chwilową zmianę adresata. Do tej pory moje uwagi kierowałem do ojca, ale takiego z długim stażem, od tej pory będę mówił do Ciebie – synu Adama i Ewy. Jeżeli, czytając moje słowa, doszedłeś do wniosku, że Twoi rodzice są beznadziejni, bo nie zapewnili Ci tego, czego oczekujesz, jesteś w błędzie. Zwróć uwagę na to, że nigdzie nie napisałem, że zrobili coś przeciw Tobie celowo. Robili to, co uważali za słuszne i co wynikało z ich doświadczeń. W ramach tego oczywiście, na co pozwalały im finanse. Nikt ich nie nauczył jak gospodarować tym, co się ma, a już na pewno skąd wziąć wystarczająco dużo pieniędzy, aby nie były one w domu problemem. Za to na każdym kroku, zarówno ich, jak i Ciebie media atakują informacjami, na co macie te pieniądze wydać. To jest pułapka, w którą daje się zapędzić bardzo wiele osób. Zachęcam Cię, żebyś zrobił sobie bilans zysków i strat, a zobaczysz, jak dużo zawdzięczasz tym, z których dzisiaj jesteś tak niezadowolony. Poza słabym poczuciem własnej wartości, tak naprawdę są to same korzyści. To oni dali Ci życie, dbali o Ciebie najlepiej jak umieli, starali się i wciąż starają, aby nie zabrakło Ci tego, co jest Ci potrzebne do życia. A to, że nie mieli dla Ciebie czasu, czy nie mieli go na tyle, ile Ty potrzebujesz, to nie ich wina. Jeśli uważnie czytałeś poprzednie moje wpisy (jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, zacznij teraz), to wiesz, że zostali w to wszystko wkręceni. Myślę, że będą próbowali to zmienić, ale to nie jest takie proste i wymaga czasu. Potrzebują Twojego zrozumienia i cierpliwości. Bez tego też pewnie sobie poradzą, ale na pewno nie będzie im łatwiej. Poza tym chciałbym Ci uzmysłowić jedną rzecz. Ty też albo rozglądasz się za kandydatką, z którą będziesz chciał spędzić resztę życia, albo już ją znalazłeś. Zatem możesz skupić się na formułowaniu pretensji wobec rodziców i potęgowaniu konfliktu albo na współpracy. Bo oprócz tego, że teraz Ty będziesz musiał zastosować moje wskazówki do swojego życia, to potrzebny jest jeszcze ktoś, kto będzie je znał i na dodatek wierzył, że są one możliwe do wprowadzenia. Byłoby jeszcze lepiej, gdybyście Ty i Twoi Rodzice, mogli się wzajemnie wspierać i wymieniać doświadczeniami. Ty też, chcąc zadbać o swoich najbliższych, zmiany musisz zacząć od siebie. Oglądanie się wstecz, a na pewno rozpamiętywanie błędów, do niczego dobrego nie doprowadzi. Kolejne wpisy będę kierował zarówno do Ciebie, jak i do twojego taty. Was obu będę nazywał Adamem.

Źródło światła – pasja II

Negatywy, narzekanie, kupić-sprzedać, wieje tu teorią spiskową – możesz powiedzieć. Odpowiem na to bardzo krótko. Nie musisz iść ze mną dalej, Twój wybór, Twoje życie. Zanim przejdę do konkretów, wyjaśnię jeszcze tylko jedną rzecz. Jestem skłonny nawet uwierzyć, że genderowcy są tylko marionetkami w rękach tych, którzy „produkują” konsumentów. Nie chce mi się jednak wierzyć, żeby nikt z nich nie czerpał z tej procedury korzyści. Bo takie są „prawa rynku”. Nieważny jest człowiek, liczy się zysk.
Jak mówi Fabian Błaszkiewicz, kobieta przychodzi na świat z jednym pytaniem: Czy ci się podobam? A za tym idzie następne: Czy mnie chcesz? A reklamy to podchwytują i mówią jej: Pytaj się czy jesteś piękna, bo nie jesteś. Czysty absurd. W większości naszych domów nie budujemy poczucia własnej wartości naszych dzieci, a wręcz przeciwnie. Jeżeli zatem kobieta czuje się niedowartościowana, otoczenie ją w tym utwierdza, w końcu musi w to uwierzyć. Z tego wychodzi komunikat: Jesteś brzydka, musisz się upiększyć, żeby ukryć tę brzydotę. Skrajnym efektem tego jest fakt, że kiedy przechodzisz ulicą trudno jest rozpoznać, czy mijasz prostytutkę, czy to gimnazjalistka idzie na dyskotekę. A przemysł (obuwniczy, kosmetyczny, farmaceutyczny, włókienniczy itd.) liczy zyski. Nie będę tu przytaczał całego wywodu Błaszkiewicza, możesz sięgnąć po pełne nagranie tego autora. Podam tylko kilka pułapek, w jakie dają się wpędzić nasze panie:
- szpilki – podnoszą się pośladki, do tego kołyszą – jestem chętna,
- powiększone oczy – mała, bezbronna dziewczynka – budzi uczucia opiekuńcze,
- szminki, róże – czerwień - fałsz podniecenia – jestem podniecona,
- dekolt – ściśnięty wyeksponowany biust – skojarzenia seksualne.
Jak widać wszystko kręci się wokół sfery seksualnej. Tyle, że sztucznej. Bo, w takiej sytuacji, na postawione wcześniej pytanie: Będziesz mnie chciał? facet z reguły odpowiada: Dopóki będziesz łatwa. Bo wszystkie te zabiegi mają wywołać takie wrażenie. A przecież dobrze wiesz, Adamie, że my wolimy zdobywać. I tu wracamy do punktu wyjścia. Jeżeli czujesz się odrzucony, niezrozumiany, jak stać się zdobywcą?
I jeszcze jedno. Kobieta powinna stać na piedestale, a mężczyzna powinien ją wielbić. Tak wygląda niezdżenderyzowany ideał. Jeżeli kobieta nie będzie kobietą, a mężczyzna – mężczyzną, to będziemy gonić za taką ułudą szczęścia, jaką podsuwa nam świat, ale szczęśliwi nie będziemy. Stąd moja rada. Naprowadź swoją żonę na trop: Źródło światła – pasja – źródło światła. Rób wszystko, żeby odzyskać pełnię męskości. A zacznij od poszukiwania swej pasji.

Źródło światła – pasja I

Męski szowinista – to najchętniej używany slogan przez genderowców. Zapominają tylko dodać, że przez dziesiątki lat pracowali nad tym, żeby taki wizerunek mężczyzny ukształtować. Bo to nieprawda, że jesteśmy tacy beznadziejni, bo jest nam z tym wygodnie. I na dodatek czujemy się z tym dobrze. Zostaliśmy w to wkręceni i chętnie byśmy się z tej matni wydostali, ale sami sobie z tym nie poradzimy. Mogą nam w tym pomóc tylko nasze żony. A w zasadzie, możemy sobie pomóc wzajemnie – ale do tanga trzeba dwojga – jak śpiewa Budka Suflera. W czym rzecz sensownie opowiada Fabian Błaszkiewicz w pierwszej części Słońca Twojego sekretu. Żeby to w pełni zrozumieć, trzeba przesłuchać uważnie tę płytę, ja natomiast przedstawię tylko mechanizm współdziałania, rozwinięty o moje przemyślenia.
Czasami słyszy się o parach, które przeżyły ze sobą wiele lat i ciągle są szczęśliwe. Dzieci już dawno pozakładały swoje rodziny, wnuki dojrzały, a on ciągle wpatrzony jest w nią jak w obrazek – ona spogląda na niego z podziwem. Promienieją. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego oni potrafią, a inni nie? Cały sekret ukryty jest w tym, że pozwoliliśmy sobie wmówić, iż pomiędzy kobietą i mężczyzną nie ma wielkiej różnicy. Sami możemy decydować, czy zwycięża w nas pierwiastek męski, czy kobiecy i to ma być przejaw naszej wolności. Nigdy nie słyszałem większej bzdury! Mężczyzna i kobieta to dwa różne światy – przeciwieństwa, które się przyciągają. Kobieta będzie stać na piedestale, a mężczyzna będzie ją uwielbiał tylko wtedy, gdy ona pobudzi go do działania. Twoja Ewa zapewne w tym momencie powiedziałaby oburzona: Nieprawda, przecież ja to robię od tylu lat i nie działa. Odpowiedz jej: Bo robisz to po swojemu albo tak, jak ktoś ci powiedział, że powinno być.
Mężczyzna nie ma w sobie piękna, dlatego szuka go w kobiecie. Ale zewnętrzne piękno, do którego nasze panie przywiązują tak dużą wagę, jest tylko środkiem. Dzięki niemu mamy dotrzeć do ich wewnętrznego światła, które pobudza nas do działania. Możliwe jest to tylko wtedy, gdy to światło styka się z naszą pasją. Bo mężczyzna bez pasji jest żywym trupem, a trudno sobie wyobrazić, żeby trup potrafił dostrzec cokolwiek, tym bardziej piękno. Mężczyzna szuka piękna w świetle kobiety, ale nie znajdzie go, jeśli ona sama wątpi w to, że je posiada. A nad wzmocnieniem tych wątpliwości pracowali i pracują fachowcy od dżenderyzacji. Dlaczego? Bo wtedy łatwiej cokolwiek sprzedać. Tutaj pasuje jak ulał anegdota, którą przytacza Fabian. Dlaczego kobiety chodzą razem do ubikacji? Bo lustro nie wszystko powie. Koleżanka na pewno wychwyci każdy defekt. A teraz jeszcze moja mała dygresja. W czym panie są mistrzyniami świata? W narzekaniu. Skąd to się bierze? Z edukacji medialnej. Tam od negatywów aż kipi, więc nawet jeśli Twoja Ewa będzie chciała odnaleźć swoje piękno, może to być bardzo trudne.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Zmiany

To, co w naszym życiu jest pewne, to zmiany. Ale ponieważ każda zmiana niesie za sobą nieznane, dlatego zazwyczaj kryjemy się przed tym w tzw. strefie komfortu. Wolimy wybrać to, co znamy, niż eksperymentować. Dlatego często podejmujemy decyzje irracjonalne. Bierze się to stąd, że boimy się wyimaginowanego bólu, który może się wtedy pojawić, więc, na wszelki wypadek, nie podejmujemy działania. Dlatego zmiany należałoby wprowadzać powoli. Czasami jest to jednak niemożliwe. W sytuacji, gdy zmianą jest jakieś zagrożenie, to nasza podświadomość nakazuje nam działać instynktownie. Uciekamy albo bronimy się. Gorzej, jeśli ten mechanizm przenosimy do działań kontrolowanych przez świadomość. Nie podejmę tej pracy, bo są tam za niskie zarobki lub Nie pójdę głosować, bo to i tak nic nie zmieni. Coś, co dla mnie wydaje się absurdem, dla człowieka będącego w swojej strefie komfortu, jest czymś oczywistym, więc często wbrew rozsądkowi broni się. Tak jest m. in. z bezdomnymi, którzy wolą pozostać w tym, co znają, niż przystosować się do nowego, ponieważ wymaga to podjęcia, niezrozumiałego dla nich, wysiłku. Niestety, bardzo wielu z nas postępuje równie irracjonalnie. Byle tylko nie wychylać się poza swoją strefę komfortu. Te moje rozważania oparte są na treści filmików: Polimaty i Polimaty+ 53 (zachęcam do oglądnięcia całości). Tam prowadzący mówi m.in. o podstawowym błędzie, jaki popełniamy jako rodzice. Tzw. motywacja zewnętrzna typu: Posprzątaj pokój skuteczna jest tylko wtedy, gdy rodzic jest świadkiem pracy, którą zlecił. Kiedy opuszcza pomieszczenie, dziecko zajmuje się czymś innym. Dlaczego? Bo brakuje mu motywacji wewnętrznej, którą może wzbudzić tylko ktoś, kto jest dla niego autorytetem i komu ufa. Tylko w takich warunkach gotowe jest poddać się woli innych. Do tego potrzebna jest jeszcze przyjazna forma komunikatu: Mógłbyś to zrobić, proszę cię.  To jest pięta Achillesowa większości rodziców, dlatego dzieci tak często uciekają w swoją strefę komfortu, a my dziwimy się, że nasze słuszne argumenty do nich nie trafiają. Możesz się ze mną Adamie zgodzić lub nie, ale budowa motywacji wewnętrznej u dzieci, to Twoje zadanie. Jeśli go nie podejmiesz, nigdy nie znajdziesz wspólnego języka z dziećmi. Jeśli tego nie zrobiłeś wcześniej, teraz będzie Ci niezmiernie trudno. Zacznij jednak słuchać tego, co one chcą Ci powiedzieć, a nie miej na wszystko gotowej odpowiedzi. A już na pewno nie wyśmiewaj pomysłów, jakie ma Twoje dziecko. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydają się one bezsensowne. Twój syn, Twoja córka potrzebują Twojej akceptacji, dobrego słowa i pozytywnej motywacji. Negacją nie zbudujesz autorytetu. Możesz zadać sobie pytanie, jakie mam prawo do wygłaszania takich teorii. Odpowiedź jest prosta. Piszę o tym, co przeżyłem i co wprowadzam w życie. Jestem  (potencjalnie)  mężczyzną, mężem i ojcem. Odkąd zdałem sobie sprawę, jak bardzo jestem zdżenderyzowany, zacząłem wprowadzać w życie wiele zmian. To jest niezwykle trudne, ale każdy mały sukces dodaje mi nowej energii. Zostało jeszcze sporo do zrobienia, ale efekty są obiecujące. Jeżeli chcesz zmieniać bliskich, zacznij od siebie. Zmienić innych można tylko przykładem. Jest to praca bardzo żmudna, niewdzięczna i pełna pułapek, ale jeśli jej nie podejmiesz, nic się nie zmieni. Na pewno nie na lepsze. Genderowcy znają ten mechanizm i zrobią wszystko, żebyś miał jak najmniej czasu i cierpliwości dla swoich dzieci. To woda na ich młyn.

Podsumowanie II

Z polecanej przeze mnie książki Eichelbergera dowiadujemy się, że kiedy dziecko wyrasta z pieluch,  swoją postawę życiową buduje na autorytecie ojca. Jeżeli go nie ma albo tylko bywa w domu,  tożsamość dziecka ulega zaburzeniu. Jeszcze gorzej, gdy ojciec jest zagubiony czy agresywny. Z pozycji syna czy córki  jest to tragedia. Nie ma do kogo się odnieść, gdzie zakotwiczyć. I wtedy rodzi się bunt. Dzisiaj większość rodzin jest pokrzywdzona z tego powodu. A perspektyw, aby to się zmieniło, nie widać. Jednak narzekanie na to, co było, jest tak samo bezsensowne, jak narzekanie na pogodę. Ani na jedno, ani na drugie nie masz żadnego wpływu. Ale jeśli dostrzeżesz problem dziś, to jutro masz szansę coś z tym zrobić. Jeżeli zdasz sobie sprawę, że popełniłeś błąd,  masz dwa wyjścia. Możesz nic z tym nie robić i szukać winowajców albo wyciągnąć wnioski i spróbować naprawić swoją pomyłkę. Tak pomyłkę, bo nie znam człowieka, który by świadomie działał przeciwko sobie lub swoim najbliższym. Nasze działania bywają irracjonalne, ale jest to wynik sumy doświadczeń życiowych i środowiska w jakim dorastaliśmy i żyjemy. Tak ukształtowani, podejmujemy decyzje, mając przekonanie, że są to rozwiązania najlepsze z możliwych. Po czasie okazuje się niestety, że bywa zupełnie odwrotnie. Najlepiej więc w tym momencie wyciągnąć w nioski i wyjść z tej sytuacji z jak najmniejszymi stratami. Inaczej przegrają na tym wszyscy. Zdarza się też, że problem sobie wymyślamy lub go wyolbrzymiamy. Wtedy potrzebne jest spojrzenie z zewnątrz, najlepiej zaufać radzie przyjaciela. Żeby jednak coś zmienić, potrzebna jest najpierw Twoja decyzja, a później działanie. Długi proces, w trakcie którego prawdopodobnie nie wszystko da się naprawić, ale jeśli go nie podejmiesz, nic się nie zmieni. To znaczy we właściwym kierunku, bo genderowcy na pewno postarają się, żeby „pomóc Ci na drodze postępu”. Tobie i Twojej rodzinie. Przecież potrzebują konsumentów. To tak a propos elementarza, który w takim pośpiechu wprowadzany jest do naszych szkół.