środa, 30 lipca 2014

Jakość działania miarą sukcesu

Jesteś gotów, Adamie, żeby odsądzić mnie od czci i wiary, bo popełniam herezję? Jeśli tak, to najprawdopodobniej krytykowanie jest ostatnio tym, co Ci najlepiej wychodzi. Gratuluję i życzę dalszych sukcesów, w myśl zasady: jakie działanie, taki sukces. Nie jestem samobójcą, który wszystko wie najlepiej, ani tym bardziej zbawicielem. Wszystko, co dotyczy Boga, a o czym pisałem dotąd i będę pisał później, oparte jest na słowach wielu kaznodziejów, których nazwisk nie będę przywoływał, bo nie wiem, czy sobie tego życzą. Natomiast nazwiska, które się tutaj pojawiają, podaję z obowiązku bibliograficznego. Po pierwsze nie chcę być posądzony o plagiat, a przy okazji jest to swego rodzaju reklama ich dzieł. Od jakiegoś czasu bardzo wnikliwie wsłuchuję się też w to, co dociera do mnie z ambony i wyłapuję ciekawsze wątki. Weryfikuję je później ze swymi doświadczeniami, a co wartościowsze staram się wprowadzać w życie. Możesz mi wierzyć lub nie, ale dzięki temu zaczynam stawać na nogi. To, o czym będę pisał dalej, jest oparte na moich doświadczeniach. Nie wiem, czy zauważyłeś, ale jeśli poruszam jakiś temat, to negatywy służą mi tylko do ukazania błędów, a zdecydowany akcent stawiam na pozytywy. Za tymi drugimi tęskni każdy z nas, nawet jeśli się do tego nie przyznaje. Ale regułą jest też to, że w życiu większości z nas dominują negatywy. Dlatego jest, jak jest, a ci, którym to jest na rękę, utwierdzają nas w tym, że nie da się z tym nic zrobić. Mnie się to nie podoba i będę próbował to zmienić. Z Tobą lub bez Ciebie.

Adam Dżendermen

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz