Jesteś gotów, Adamie, żeby odsądzić mnie od czci i
wiary, bo popełniam herezję? Jeśli tak, to najprawdopodobniej krytykowanie jest
ostatnio tym, co Ci najlepiej wychodzi. Gratuluję i życzę dalszych sukcesów, w
myśl zasady: jakie działanie, taki sukces. Nie jestem samobójcą, który wszystko
wie najlepiej, ani tym bardziej zbawicielem. Wszystko, co dotyczy Boga, a o
czym pisałem dotąd i będę pisał później, oparte jest na słowach wielu
kaznodziejów, których nazwisk nie będę przywoływał, bo nie wiem, czy sobie tego
życzą. Natomiast nazwiska, które się tutaj pojawiają, podaję z obowiązku
bibliograficznego. Po pierwsze nie chcę być posądzony o plagiat, a przy okazji
jest to swego rodzaju reklama ich dzieł. Od jakiegoś czasu bardzo wnikliwie
wsłuchuję się też w to, co dociera do mnie z ambony i wyłapuję ciekawsze wątki.
Weryfikuję je później ze swymi doświadczeniami, a co wartościowsze staram się
wprowadzać w życie. Możesz mi wierzyć lub nie, ale dzięki temu zaczynam stawać
na nogi. To, o czym będę pisał dalej, jest oparte na moich doświadczeniach. Nie
wiem, czy zauważyłeś, ale jeśli poruszam jakiś temat, to negatywy służą mi
tylko do ukazania błędów, a zdecydowany akcent stawiam na pozytywy. Za tymi
drugimi tęskni każdy z nas, nawet jeśli się do tego nie przyznaje. Ale regułą
jest też to, że w życiu większości z nas dominują negatywy. Dlatego jest, jak
jest, a ci, którym to jest na rękę, utwierdzają nas w tym, że nie da się z
tym nic zrobić. Mnie się to nie podoba i będę próbował to zmienić. Z Tobą lub bez
Ciebie.
Adam Dżendermen
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz