wtorek, 12 sierpnia 2014

Sinusoida


Oglądać się za siebie i odgrzewać nieświeże kotlety, znaczy ni mniej ni więcej, tylko to, że się cofamy. Zamiast zrobić porządek i później go utrzymywać, zamiatamy śmieci pod dywan. Życie potrafi zmienić się w jednej chwili. W najmniej oczekiwanym momencie i w trudnym do przewidzenia kierunku. Największą ciekawostką  jest to, że także w pozytywnym, czego bardzo często nie bierzemy w ogóle pod uwagę. Bo możesz dopuścić do głosu swojego wewnętrznego krytyka albo wziąć odpowiedzialność za swoje życie i skupić się na wielu sukcesach, jakie są Twoim udziałem w dotychczasowym życiu. Obszernie o tym mówi Fabian Błaszkiewicz w „Tożsamości snajpera”. A może nie osiągnąłeś w życiu żadnych sukcesów?

Każda zmiana to proces – sinusoida. Jeżeli uznasz jakieś niepowodzenie za koniec jakiegoś procesu, a nie zauważysz pozytywów z tego wypływających, to co z tego wynika? Na pewno nie to, że każda zmiana kończy się niepowodzeniem. Przywołując tutaj opisywany przeze mnie wcześniej przykład ojca, który przejechał córce po nodze, można by proces zakończyć na tym wydarzeniu i ubolewać, jak wielkie stało się nieszczęście. Ale można to wydarzenie potraktować jako pewien etap procesu, którego końcowym efektem było wyleczenie dziewczyny. Udokumentuję to jeszcze jednym przykładem, który usłyszałem podczas jednego z nocnych czuwań. Pewien człowiek modlił się o rozwiązanie problemu z pracą. Oczekiwał, oczywiście, że otrzyma dobrze płatną posadę i to w dodatku blisko domu. Najlepiej jeszcze, żeby się w tej pracy nie trzeba było narobić. Został zatrudniony, ale warunki były zupełnie inne, niż oczekiwał. Praca była wymagająca, zarobek nie aż tak dobry, jakiego się spodziewał i, na dodatek, daleko od domu. Na domiar „złego”, zamiast dostać pieniądze na samochód, otrzymał zdolność kredytową. Niedobry Bóg, zamiast ryby, ośmielił mu się dać wędkę. Zmiany w życiu każdego człowieka są nieuniknione. To od Ciebie, Adamie, zależy, czy będziesz zatrzymywał się na górze, czy na dole  swojej sinusoidy. Opierając się na powyższym przykładzie, zamiast narzekać, bohater tej historii powinien dziękować Bogu za to, że miał za co kupić samochód, że dzięki temu ma czym dojeżdżać do pracy i ma zdrowy organizm, aby tę pracę wykonywać. Za każdym wyborem idą też konsekwencje. Narzekasz – masz, czego chciałeś. Dziękujesz – dostajesz więcej, niż chciałeś. Stać Cię na spłatę kredytu, możesz utrzymać rodzinę i jeszcze zostaje na przyjemności. A jeśli Cię to nie satysfakcjonuje, możesz spokojnie szukać nowej – lepszej pracy. Jeżeli jesteś świetnym fachowcem, to nie będzie z tym problemu, a jeśli nie, to ciesz się z tego, co masz albo rób wszystko, żeby się tym fachowcem stać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz