Na jednym z portali internetowych zamieszczony
został „przepis na mężczyznę z klasą”. Podstawowym kryterium jest uznanie w
kręgach towarzyskich i zawodowych. Wystarczy, że będziesz się należycie
zachowywał i miał nienaganny strój (musisz wiedzieć, gdzie, kiedy i jak się
ubrać) i gotowe, będziesz mógł zjednywać sobie przyjaciół. Brakuje mi tu tylko
tego, że powinieneś też mówić tylko to, czego od ciebie oczekują, a miłość
wzajemna będzie dozgonna. Czy nie kojarzy Ci się to z czymś, co już
przerabialiśmy? Oczywiście że strój i zachowanie mają ogromne znaczenie, ale
nie dlatego, żeby zdobyć czyjeś uznanie, tylko aby godnie reprezentować rodzinę
czy jakąś grupę społeczną na zewnątrz. Druga rzecz to umiejętność obrony swoich
przekonań. W atmosferze kulturalnej konwersacji, z otwartością na kompromis,
dzięki której można zbudować coś sensownego, ale nie za wszelką cenę. Żeby
mówić o mężczyźnie z klasą, należałoby zastosować warunki laboratoryjne. Tzn.
ustalić kim jest mężczyzna, a później zastanowić się, ile go pozostało we
współczesnym świecie. Bo jeżeli zestawimy nawet najpełniejsze zasady savoir
vivre’u z dzisiejszym produktem mężczyzno podobnym, to one nie mają szans
zadziałać. Tutaj zachodzi jeszcze jedno przekłamanie. Przepis na mężczyznę z
klasą zakłada istnienie doskonałości. Zatem jeśli raz się z tego układu
wyłamiesz (co jest nieuniknione), automatycznie się z niego wykluczasz. Absurd.
Adam Dżendermen
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz