Po zmianach 1989 roku wszystko wróciło do normy.
Natura wzięła górę. No i pozostawiliśmy władzę w rękach tych, którzy nas przez
tyle lat dżenderyzowali. Dziwne by było, gdyby z tego nie skorzystali. Powróćmy
jednak do wątku zmiany ustrojowej i jej konsekwencji. Człowiek PRL-u miał
zakodowaną bylejakość, kombinatorstwo i zniechęcenie. To ostatnie co prawda
zgaszone zostało na chwilę, ale po osiągnięciu sukcesu, powróciło. I tu ciekawie
prezentuje się kształtowanie nowych pokoleń. Mężczyźni (z reguły już tylko
potencjalni) musieli się odnaleźć w sytuacji dla nich niezrozumiałej.
Wzbudzenie zaangażowania, uczciwość czy solidność dla większości z nich były
abstrakcją. Na tym tle jeszcze lepiej widoczna jest specyfika zdżenderyzowanych
kobiet. No bo za czasów PRL-u miały ograniczony dostęp do wszystkiego. Kiedy to
się zmieniło, w sposób niemal naturalny obudziła się w nich chęć, żeby mieć
wszystko i to najlepiej od razu. Bo ciuchy, kosmetyki i inne ciekawe rzeczy
krzyczą: „Kup mnie”. Dzisiaj wielu z nas dziwi
się, dlaczego tak trudno dogadać się ze swoją żoną, dlaczego mamy tak wiele
rozwodów. Odpowiedź jest prosta. Chęć odbicia sobie tylu lat braku dostępu do
dóbr materialnych jest silniejsza od wszystkiego. A tutaj coraz piękniejsze
reklamy zachęcają do kupna czegoś i to w dodatku po promocyjnej cenie – jak
tego nie kupić! Niestety w tym momencie coraz częściej zaczyna pojawiać się
przeszkoda – brak pieniędzy. I to jest przyczyna dodżenderyzowania mężczyzn. Z
jednej strony zaczęliśmy szukać jak najlepiej płatnej pracy, z drugiej jednak
coraz częściej nie ma nas w domu. I koło się zamyka. Nie znaczy to, że to nasze
żony są wszystkiemu winne. One też, tak jak my, poddały się procesowi
dżenderyzacji. Problem w tym, że są na nią dużo bardziej podatne. Stąd właśnie
wynika podstawowy problem współczesnych związków. Kolejny absurd, jaki chcą nam wmówić
genderyści to fakt, że kobiety nie miały i nie mają wpływu na to, co dzieje się
wokół nas. Nic bardziej mylnego. Gdyby nie nasze wspaniałe panie, nie byłoby
żadnego postępu. Myślę, że za każdym wynalazkiem czy jakimkolwiek innym
osiągnięciem firmowanym przez mężczyzn, stoi jakaś kobieta, która była dla
niego inspiracją. Bo panie mają w swojej naturze to, że mobilizują nas do
działania. Zazwyczaj dla dobra rodziny. Ale prowokować do działania, to co innego niż wgniatanie w
podłogę, do czego doprowadził proces dżenderyzacji.
Niestety, dzisiejsze zderzenie przedsiębiorczości kobiet z kompletnym brakiem
inicjatywy mężczyzn, to mieszanka wybuchowa. Żeby one jeszcze mówiły kodem,
który da się rozszyfrować! Tak jednak nie jest. A wielu z nas do dziś nie zdaje
sobie sprawy, że takie kody istnieją. Więc szarpiemy się, nie rozumiejąc,
dlaczego ta płeć przeciwna jest taka beznadziejna. Sytuację zmienić mogą tylko
Gungorowe rady, choć moim zdaniem, trochę zmodyfikowane.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz