środa, 9 lipca 2014

Polska dżenderyzacja III

Po zmianach 1989 roku wszystko wróciło do normy. Natura wzięła górę. No i pozostawiliśmy władzę w rękach tych, którzy nas przez tyle lat dżenderyzowali. Dziwne by było, gdyby z tego nie skorzystali. Powróćmy jednak do wątku zmiany ustrojowej i jej konsekwencji. Człowiek PRL-u miał zakodowaną bylejakość, kombinatorstwo i zniechęcenie. To ostatnie co prawda zgaszone zostało na chwilę, ale po osiągnięciu sukcesu, powróciło. I tu ciekawie prezentuje się kształtowanie nowych pokoleń. Mężczyźni (z reguły już tylko potencjalni) musieli się odnaleźć w sytuacji dla nich niezrozumiałej. Wzbudzenie zaangażowania, uczciwość czy solidność dla większości z nich były abstrakcją. Na tym tle jeszcze lepiej widoczna jest specyfika zdżenderyzowanych kobiet. No bo za czasów PRL-u miały ograniczony dostęp do wszystkiego. Kiedy to się zmieniło, w sposób niemal naturalny obudziła się w nich chęć, żeby mieć wszystko i to najlepiej od razu. Bo ciuchy, kosmetyki i inne ciekawe rzeczy krzyczą: „Kup mnie”.                                               Dzisiaj wielu z nas dziwi się, dlaczego tak trudno dogadać się ze swoją żoną, dlaczego mamy tak wiele rozwodów. Odpowiedź jest prosta. Chęć odbicia sobie tylu lat braku dostępu do dóbr materialnych jest silniejsza od wszystkiego. A tutaj coraz piękniejsze reklamy zachęcają do kupna czegoś i to w dodatku po promocyjnej cenie – jak tego nie kupić! Niestety w tym momencie coraz częściej zaczyna pojawiać się przeszkoda – brak pieniędzy. I to jest przyczyna dodżenderyzowania mężczyzn. Z jednej strony zaczęliśmy szukać jak najlepiej płatnej pracy, z drugiej jednak coraz częściej nie ma nas w domu. I koło się zamyka. Nie znaczy to, że to nasze żony są wszystkiemu winne. One też, tak jak my, poddały się procesowi dżenderyzacji. Problem w tym, że są na nią dużo bardziej podatne. Stąd właśnie wynika podstawowy problem współczesnych związków.                          Kolejny absurd, jaki chcą nam wmówić genderyści to fakt, że kobiety nie miały i nie mają wpływu na to, co dzieje się wokół nas. Nic bardziej mylnego. Gdyby nie nasze wspaniałe panie, nie byłoby żadnego postępu. Myślę, że za każdym wynalazkiem czy jakimkolwiek innym osiągnięciem firmowanym przez mężczyzn, stoi jakaś kobieta, która była dla niego inspiracją. Bo panie mają w swojej naturze to, że mobilizują nas do działania. Zazwyczaj dla dobra rodziny. Ale prowokować do działania, to co innego niż wgniatanie w podłogę, do czego doprowadził proces dżenderyzacji. Niestety, dzisiejsze zderzenie przedsiębiorczości kobiet z kompletnym brakiem inicjatywy mężczyzn, to mieszanka wybuchowa. Żeby one jeszcze mówiły kodem, który da się rozszyfrować! Tak jednak nie jest. A wielu z nas do dziś nie zdaje sobie sprawy, że takie kody istnieją. Więc szarpiemy się, nie rozumiejąc, dlaczego ta płeć przeciwna jest taka beznadziejna. Sytuację zmienić mogą tylko Gungorowe rady, choć moim zdaniem, trochę zmodyfikowane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz