poniedziałek, 14 lipca 2014

Zmiany

To, co w naszym życiu jest pewne, to zmiany. Ale ponieważ każda zmiana niesie za sobą nieznane, dlatego zazwyczaj kryjemy się przed tym w tzw. strefie komfortu. Wolimy wybrać to, co znamy, niż eksperymentować. Dlatego często podejmujemy decyzje irracjonalne. Bierze się to stąd, że boimy się wyimaginowanego bólu, który może się wtedy pojawić, więc, na wszelki wypadek, nie podejmujemy działania. Dlatego zmiany należałoby wprowadzać powoli. Czasami jest to jednak niemożliwe. W sytuacji, gdy zmianą jest jakieś zagrożenie, to nasza podświadomość nakazuje nam działać instynktownie. Uciekamy albo bronimy się. Gorzej, jeśli ten mechanizm przenosimy do działań kontrolowanych przez świadomość. Nie podejmę tej pracy, bo są tam za niskie zarobki lub Nie pójdę głosować, bo to i tak nic nie zmieni. Coś, co dla mnie wydaje się absurdem, dla człowieka będącego w swojej strefie komfortu, jest czymś oczywistym, więc często wbrew rozsądkowi broni się. Tak jest m. in. z bezdomnymi, którzy wolą pozostać w tym, co znają, niż przystosować się do nowego, ponieważ wymaga to podjęcia, niezrozumiałego dla nich, wysiłku. Niestety, bardzo wielu z nas postępuje równie irracjonalnie. Byle tylko nie wychylać się poza swoją strefę komfortu. Te moje rozważania oparte są na treści filmików: Polimaty i Polimaty+ 53 (zachęcam do oglądnięcia całości). Tam prowadzący mówi m.in. o podstawowym błędzie, jaki popełniamy jako rodzice. Tzw. motywacja zewnętrzna typu: Posprzątaj pokój skuteczna jest tylko wtedy, gdy rodzic jest świadkiem pracy, którą zlecił. Kiedy opuszcza pomieszczenie, dziecko zajmuje się czymś innym. Dlaczego? Bo brakuje mu motywacji wewnętrznej, którą może wzbudzić tylko ktoś, kto jest dla niego autorytetem i komu ufa. Tylko w takich warunkach gotowe jest poddać się woli innych. Do tego potrzebna jest jeszcze przyjazna forma komunikatu: Mógłbyś to zrobić, proszę cię.  To jest pięta Achillesowa większości rodziców, dlatego dzieci tak często uciekają w swoją strefę komfortu, a my dziwimy się, że nasze słuszne argumenty do nich nie trafiają. Możesz się ze mną Adamie zgodzić lub nie, ale budowa motywacji wewnętrznej u dzieci, to Twoje zadanie. Jeśli go nie podejmiesz, nigdy nie znajdziesz wspólnego języka z dziećmi. Jeśli tego nie zrobiłeś wcześniej, teraz będzie Ci niezmiernie trudno. Zacznij jednak słuchać tego, co one chcą Ci powiedzieć, a nie miej na wszystko gotowej odpowiedzi. A już na pewno nie wyśmiewaj pomysłów, jakie ma Twoje dziecko. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydają się one bezsensowne. Twój syn, Twoja córka potrzebują Twojej akceptacji, dobrego słowa i pozytywnej motywacji. Negacją nie zbudujesz autorytetu. Możesz zadać sobie pytanie, jakie mam prawo do wygłaszania takich teorii. Odpowiedź jest prosta. Piszę o tym, co przeżyłem i co wprowadzam w życie. Jestem  (potencjalnie)  mężczyzną, mężem i ojcem. Odkąd zdałem sobie sprawę, jak bardzo jestem zdżenderyzowany, zacząłem wprowadzać w życie wiele zmian. To jest niezwykle trudne, ale każdy mały sukces dodaje mi nowej energii. Zostało jeszcze sporo do zrobienia, ale efekty są obiecujące. Jeżeli chcesz zmieniać bliskich, zacznij od siebie. Zmienić innych można tylko przykładem. Jest to praca bardzo żmudna, niewdzięczna i pełna pułapek, ale jeśli jej nie podejmiesz, nic się nie zmieni. Na pewno nie na lepsze. Genderowcy znają ten mechanizm i zrobią wszystko, żebyś miał jak najmniej czasu i cierpliwości dla swoich dzieci. To woda na ich młyn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz