Jakiś czas temu na
jednym z portali internetowych opisana została niesamowita historia.
Pewien mężczyzna, chcąc zaparkować samochód, rozpoczął manewr
cofania. Nie zauważył, że w tym czasie jego córka zaczęła
wysiadać. Zanim się zorientował, co się dzieje, usłyszał krzyk
swojego dziecka. Okazało się, że przejechał jej po nodze. Jak
mógł się czuć w tym momencie, każdy może sobie wyobrazić. Ale
nie było czasu na rozczulanie się nad sobą, trzeba było działać.
Zawiózł córkę do szpitala, a potem pogrążył się w rozpaczy.
Zaczął sobie wyobrażać najgorsze i wyrzucać sobie swoją
głupotę. Był tak zdruzgotany, że gotów był ponieść wszelkie
konsekwencje swego czynu. Postanowił jednak, że zanim odda się w
ręce sprawiedliwości, sprawdzi, na jak srogą karę zasłużył.
Kiedy na drugi dzień ochłonął nieco, przyszedł do szpitala,
dowiedzieć się, co z córką. Okazało się, że wskutek wypadku
dziewczynka odniosła tylko niegroźne obrażenia, ale w trakcie
specjalistycznych badań wyszła inna sprawa. Nogę, która uległa
obrażeniom, wcześniej zaatakował rak do tego stopnia, że za kilka
tygodni guz byłby nieoperacyjny. Wypadek przyczynił się do tego,
że został on wykryty w ostatniej chwili i jest szansa na to, że po
kuracji dziewczynka będzie mogła chodzić normalnie. PRZYPADEK? A
może powinieneś zweryfikować, Adamie kilka spraw? Jak sądzisz, czy ten kierowca wcześniej
był dobrym ojcem? A po wypadku coś się zmieniło? Czy musi się stać
coś niespodziewanego, żebyś naprawdę zaczął kochać swoje dzieci?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz